To historia niezwykłej wyprawy rowerowej. Przez osiem i pół miesiąca trzech śmiałków przemierzyło ponad 13 tys. km z Kairu do Kapsztadu. Wyprawa trwała od listopada 2009 do lipca 2011. Zapraszamy do lektury

Konkurs na blog roku 2009
więcej o wyprawie i więcej zdjęć na www.welocypedy.pl
RSS
wtorek, 06 lipca 2010
B-P

Z panem ze zdjęcia czytelnicy mojego bloga mieli okazję spotkać się już wcześniej. Jest to postać znana każdemu szanującemu się harcerzowi (i byłemu harcerzowi) na świecie. Nie wiem, czy kogoś poza moimi znajomymi z harcerstwa ten tekścik zainteresuje, ale i tak go zamieszczam. Wprawdzie im więcej dowiaduję się o brytyjskim panowaniu nad Afryką, tym większe mam wątpliwości co do wyidealizowanego obrazu gen. Roberta Baden-Powella, jaki kiedyś wbijano mi do głowy w harcerskich czasach, i jaki ja sam wbijałem później mojej drużynie, jednak moja sympatia dla jego osoby i zasług jest nadal znaczna. Ostatecznie były to wszak inne czasy, inne obyczaje...

Naczelny Skaut Świata był z Afryką związany trojako – po pierwsze walczył w wojnie z plemionami Aszanti w dzisiejszej Ghanie, po drugie – z Burami w wojnie burskiej, a po trzecie na starość osiadł wraz z żoną w Nyeri u stóp Mount Kenya (to przy tej okazji o nim wcześniej pisałem – pamiętacie?). Odwiedziliśmy przy okazji pobytu w tym mieście dom, w którym mieszkał. Jest to mały, parterowy domek w pobliżu luksusowego hotelu Outspan na przedmieściach, należącego do płk. Walkera, przyjaciela Baden-Powella i jego dawnego sekretarza z czasów, gdy ruch skautowy był jeszcze w powijakach. Dom zwie się Paxtu.  Skąd nazwa? „Mój dom w Bentley nazywał się Pax, bo kupiliśmy go w rocznicę zawieszenia broni po I wojnie światowej. Więc myślę, że i ten nazwę Pax (I think I will call my cottage here `Pax', too)". I tak zostało Paxtu.

Domek jest bardzo skromny – kilka pokoików, z których zwiedzającym udostępniono dwa. Są obwieszone zdjęciami, plakatami, skautowymi chustami, plakietkami i innymi oznakami. Niestety nie znalazłem niczego z Polski, a szkoda. Zostawiłem naszą wyprawową wizytówkę, ale niestety nie miałem ze sobą plakietki Watahy – może ją tam wyślę po powrocie, jeśli jakąś znajdę. Jest też kilka rysunków samego B-P, był bowiem bowiem w tym zakresie całkiem uzdolniony, a co ciekawe wykorzystywał przy rysowaniu obie ręce – lewą szkicował, a prawą uzupełniał szczegóły. Innych pamiątek po generale wystawiono niewiele – ławka, na której lubił siadać, stół, przy którym pisał – i tyle.

Natomiast w centrum Nyeri, koło anglikańskiego kościoła znajduje się mały cmentarzyk, a na nim grób Naczelnego Skauta i jego żony Olave (przeżyła go o 30 lat, nic w tym zresztą dziwnego, była znacznie młodsza). Cmentarz został całkowicie zaanektowany przez skautów – droga do bramy i sama brama są pomalowane w skautowe symbole i hasła. Lilijka skautów i koniczynka skautek znajdują się też na grobie państwa B-P. A to kółko z kropką na dole to wykorzystywany przez harcerzy znak patrolowy – 'wykonałem zadanie i poszedłem do domu'.

A wracam do tematu generała, ponieważ odwiedziłem przed kilkoma dniami miasto Mafikeng leżące niedaleko granicy RPA i Botswany. W Europie jest bardziej znane jako Mafeking – rozbieżność wynika z nieudolności lingwistycznej władz kolonialnych, ale właściwa jest nazwa Mafikeng, pochodząca od mafika, co w języku setswana znaczy 'kamienie'.

Pewnie wiecie, jak to było z wojną burską. Gdy po pokoju wiedeńskim Anglia przejęła kolonię przylądkową i zaczęła tu wprowadzać swoje porządki, dawni mieszkańcy pochodzenia holenderskiego i francuskiego (Hugenoci wygnani z kraju) postanowili przenieść się dalej, to był tzw. Wielki Trek, a jego uczestników nazwano trekboers, w skrócie: Burowie. Osiedlili się za rzekami Orange i Vaal i utworzyli niezależne państwa. Anglikom ich istnienie było wybitnie nie w smak, raz połamali sobie na nich zęby w latach 1880-tych, a potem w 1899 spróbowali ponownie. Nie było łatwo, ale w końcu się udało, pomimo licznych sukcesów, jakie Burowie odnosili na początku wojny w imię Boga i Mausera (jak mówili). Jednym z nich było wielomiesięczne oblężenie Mafikengu, którego brytyjski garnizon liczył zaledwie 1500 żołnierzy przeciwko 7500, ale oczywiście całą ludność miasta zaprzęgnięto do obrony miasta. Obroną dowodził pułkownik Baden-Powell. No i teraz dwie historie, które zna każdy, kto czytał Wilka, który nigdy nie śpi (a propos, polecam, jeśli ktoś nie czytał). Po pierwsze na wałach miejskich umieszczono liczne kukły przebrane w brytyjskie mundury, ustawiono też atrapy dział, a Burowie się nabrali i myśleli, że mają do czynienia z przeciwnikiem znacznie silniejszym, więc nie ryzykowali ataku frontalnego. Po wtóre podczas oblężenia Baden-Powell przebrał chłopców w mundury i używał ich jako posłańców. Zorganizowano nawet przyzwoicie działającą pocztę i drukowano własne znaczki – właśnie z takim zwiadowcą (scout) – za pensa – oraz z samym komendantem obrony, a jakże – za trzy pensy. Chłopiec, który został sportretowany na słynnym znaczku pocztowym, nazywał się Warner Goodyear i zasłynął jako pierwszy skaut. Przeżył oblężenie, ale zmarł parę lat później, grając w hokeja. Natomiast Baden-Powell na obronie Mafikengu zajechał daleko – stał się bohaterem całego imperium, malowano go na medalach i pamiątkowych talerzykach, a doświadczenia tam zdobyte pozwoliły mu stać się sławnym z tego, z czego jest dziś znany przede wszystkim – z zaprzęgnięcia do pożytecznej pracy tysięcy dzieci z przedmieść robotniczych miast.

Oto kilka zdjęć z miejskiego muzeum.

Historię piszą zwycięscy, więc mi była znana przede wszystkim od strony angielskiej i skautowej, natomiast chyba warto wspomnieć, że główny ciężar walk spoczywał na barkach czarnych mieszkańców miasta, którzy oczywiście się bohaterami nie stali. I to oni żywili się mięsem najpierw koni, potem psów i kotów, a na koniec szarańczą, podczas gdy żołnierze brytyjscy, a w szczególności oficerowie, jadali całkiem dobrze i do syta. Dodam jeszcze ten szczegół, że to oblężenie było dość cywilizowaną zabawą w wojnę – walki przerywano w niedzielę, by oblegający Burowie mogli udać się do oblężonego miasta na nabożeństwo.

Wojna burska była pod kilkoma względami przełomowa, jeśli idzie o historię wojskowości (wszystko to pamiętam z lekcji historii w klasie ósmej, dzięki niezapomnianemu p. Rodatusowi). Po pierwsze armia brytyjska musiała wprowadzić mundury khaki, bo tradycyjne, czerwone kurtki angielskich żołnierzy były doskonałym celem dla burskich strzelców. Po drugie, Anglicy musieli nauczyć się kopać okopy i strzelać z ukrycia, tak jak czynili to Burowie, a nie tak, jak byli przyzwyczajeni – w szeregach ustawieni frontem do nieprzyjaciela i strzelający na rozkaz. Po trzecie natomiast podczas tej wojny Anglicy po raz pierwszy zorganizowali obozy koncentracyjne dla ludności cywilnej. Tak, myliliście się, jeśliście myśleli, że to niemiecki wynalazek – Niemcy go tylko doprowadzili do niemieckiej perfekcji. Oto zdjęcia z terenu obozu w Mafikengu, a ostatnie to pomnik wszystkich ofiar obozów koncentracyjnych w Kimberley.

Na koniec ciekawostka dotycząca miasta – po objęciu dzisiejszej Botswany, wówczas Bechuanalandu – brytyjskim protektoratem na siedzibę władz kolonialnych wybrano Mafeking. Na terenie objętym protektoratem nie było bowiem żadnego miasta, w którym można by administracyjne władze umieścić. Tym samym Botswana była jedynym krajem na świecie (tak przynajmniej twierdzą jej mieszkańcy), którego stolicę zlokalizowano poza terytorium kraju.

I jeszcze kilka fotek ładnych kolonialnych budynków w sympatycznym mieście, pierwszym, które odwiedziłem w RPA i w którym zostałem cały dzień.

07:16, wyprawa_afryka
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62